Jacek Antczak .info

NOTE: To use the advanced features of this site you need javascript turned on.

Start arrow Reporterka arrow Recenzje Reporterki arrow Hanna Krall - reporterka w jednym zdaniu - Mariola Szczyrba
Hanna Krall - reporterka w jednym zdaniu - Mariola Szczyrba Drukuj Poleć znajomemu
09.01.2008.
- Po co mi fikcja, prawdziwe życie jest ciekawsze - mówi Hanna Krall w książce Jacka Antczaka pt. "Reporterka". Niestety, mam wrażenie, że jej bohaterka jest przedstawicielką ginącego zawodu. Podobnie jak Ryszard Kapuściński. Parafrazując słowa piosenki, można powiedzieć, że dziś prawdziwych reporterów już nie ma. To oczywiście lekka przesada. Są, ale można ich policzyć na palcach jednej ręki. W modzie jest dziennikarstwo szybkie, efekciarskie, bez polotu. Liczy się afera, skandal. Przejmujące historie o ludzkich losach, których nie da się opisać w kilku zdaniach, nie mają przebicia. Pewien wprawiony w bojach reporter powiedział mi niedawno: - Jestem przekonany, że jeśli dziś ktoś przyniósłby do redakcji reportaż na miarę Hanny Krall, zostałby odesłany z kwitkiem. "Bo to za długie. I kto to w ogóle będzie czytał" - usłyszałby zapewne.

I coś w tym jest. Tym bardziej warto docenić pracę wrocławskiego dziennikarza Jacka Antczaka, który sam jest świetnym reporterem. Tym razem jednak zebrał w całość rozmowy różnych autorów z Mistrzynią reportażu. Po co? A no po to, żeby pokazać innym, tym na początku drogi, jak to się robi. I że prawdziwym reporterem po prostu się jest. A nie bywa.

- Powiedzmy, że pani nie znam. Niech pani sprecyzuje siebie w trzech zdaniach - mówi jeden z dziennikarzy do Hanny Krall.

- Dlaczego w trzech? W jednym zdaniu. Jestem reporterką - odpowiada autorka "Zdążyć przed panem Bogiem" i charakteryzuje jednocześnie styl swojego pisania. Oszczędnego w słowach, precyzyjnego.

Wbrew pozorom nie jest to jednak książka wyłącznie o pisaniu reportaży. Antczak, mimo wszystko stara się pokazać osobowość Hanny Krall. Bo ona sama - jak podkreśla - nigdy nie napisze o sobie w pierwszej osobie.

Reporterka szczegółowo autoryzowała książkę i mówi w niej tylko to, co chce powiedzieć. Mam wrażenie, jakby rola bohaterki tekstu trochę ją uwierała. Ona sama woli zadawać pytania. I rozmawiać z ludźmi, "z którymi nikt nie rozmawia".

Czasami zżyma się na swojego rozmówcę, że ten przerywa jej w nieodpowiednim momencie albo zadaje złe pytanie. Niewiele mówi o swoim wojennym dzieciństwie, domu dziecka, rodzicach. - To wszystko jest w moich reportażach - podkreśla. Opowiada za to, jak po krwawych wydarzeniach w Poznaniu 1956 roku stała się "dorosłą dziennikarką"; jak cierpiała, kiedy podczas stanu wojennego odchodziła z "Polityki" ("14 grudnia płakała moja ZMP-owska dusza, która uwierzyła w socjalizm"); i o tym, jak pisała felietony do "Wiadomości Wędkarskich" pt. "Smutek ryb", a Jerzy Putrament powiedział jej, że "oczy węgorza, to oczy diabła".

- Nie mam mistrzów - mówi Krall. Przyjaźniła się z Kieślowskim, ceniła Kapuścińskiego za "docieranie do spraw najważniejszych". Podziwiała swojego nauczyciela - Mariana Brandysa, ale nikogo nie chciała naśladować. To on powtarzał jej niczym mantrę: "prostota jest formą najlepszą". Zrozumiała to dopiero po 30 latach.

- Moim źródłem inspiracji jest tylko i wyłącznie życie - podkreśla Krall.

Fikcja literacka nigdy jej nie kręciła. Ona jest raczej sumiennym reasercherem. Kto wie, może kiedyś jakiś wielki pisarz w typie Faulknera wykorzysta jej historie w swojej książce?

Mariola Szczyrba, "Echo miasta" i kulturaonline.pl
Zmieniony ( 30.01.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »