|
Obawiałem się, że Jacka pociągną tematy marginalne, dziwaczne i przyczynkarskie - narkotyk chyba każdego młodego reportera, używka, której trudno się wyrzec. Jacek jednak zaskoczył mnie. Okazało się, że udanie potrafi pisać nie tylko o marginaliach.
Jacek Antczak, reporter z Wrocławia stał się chyba najbardziej utytułowanym dziennikarzem prasy pozawarszawskiej. Za swoje reportaże otrzymał główne nagrody w konkursach "Polska regionalna", "Powódź", "Dziesięć lat demokracji" i nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
W pewnym momencie miałem wrażenie, że Jacek wpadł w pułapkę, w jaką wpada każdy młody reporter; napisał o wrocławskim taksówkarzu, który uwodzi rzesze kobiet i fotografuje je nago z aparatu ukrytego w żyrandolu. Obawiałem się, że Jacka pociągną tematy marginalne, dziwaczne i przyczynkarskie ? narkotyk chyba każdego młodego reportera, używka, której trudno się wyrzec. Jacek jednak zaskoczył mnie. Okazało się, że udanie potrafi pisać nie tylko o marginaliach. Pociągają go także sprawy, które nie są reporterskimi samograjami - tematy niełatwe, powiedziałbym zasadnicze. Które leżą w głównym nurcie życia nowej Polski.
Miałem przyjemność być jurorem, w konkursie na reportaż, w którym teksty Jacka dostały główne nagrody, m.in. tekst o władzach gminy ("W Radwanicach najlepiej idą romanse"). W Radwanicach nikt nikogo nie zamordował, nie wydarzył się żaden skandal, radna nie tańczyła nago przy fontannie. Gmina funkcjonuje dobrze nic bardziej nudnego dla reportera (jak wiadomo dobro jest bardzo nieefektowne) Reporter wyszedł z tej próby zwycięsko, z nagrodą. Kiedy poznałem go osobiście, dokonałem odkrycia, że jesteśmy rodziną, mamy jedną matkę. Na Uniwersytecie Wrocławskim gdzie studiował kulturoznawstwo i polonistykę, pisał pracę o biografii i tekstach Hanny Krall. Była to też moja nauczycielka zawodu w "Gazecie Wyborczej". Jacek przejął od Krall podstawową ideę reportera " swojego reportera nie masz ani kopać, ani usprawiedliwiać masz go z r o z u m i e ć". (Idąc dalej, można stwierdzić, że naszym zawodowym dziadkiem był Marian Brandys, nauczyciel Hanny Krall).
Dziś Jacek ma 34 lata, jest kierownikiem działu w "Słowie Polskim * Gazecie Wrocławskiej". Ma zajęcia z klasami dziennikarskimi. Na pewno mówi uczniom , że w reportażu najważniejszy jest szczegół, że dobry reporter pokazuje kroplę, w której przegląda się całe morze. Podręcznikiem do tych lekcji mogą być świetne reportaże Jacka. Niestety, wiem, że jednej rzeczy nie uda się przekazać młodszym adeptom tego zawodu sposobu bycia. Jacek ma rzadki sposób bycia wrodzony i nie wyrachowany. Wygląda jak licealista, jest cichy, grzeczny, życzliwy, sprawia wrażenie nieśmiałego, co pozwala mu ukryć jego naturalną ciekawskość. Sądzę, że ludzie dlatego mu wszystko mówią, bo przypomina im kolegę ze szkoły. Takiego, który da odpisać zadanie i zawsze pożyczy najcenniejszą dla chłopaka rzecz, piłkę do nogi. Myślę, że bohaterowie jego tekstów czują się przy nim bezpiecznie. W tym między innymi leży sukces reportaży Jacka.
Mariusz Szczygieł, reporter
|