|
Daleko od wielkiej sensacji, blisko emocji, czasem tych najintymniejszych - to credo Jacka Antczaka, reportera i wrocławianina. Credo niewygłoszone bezpośrednio, ani zza redakcyjnego biurka. Raczej dyskretnie przekazywane w każdym reportażu, który trafił do zbioru W Radwanicach najlepiej idą romanse.
 Radwanice to mała dolnośląska gmina, kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia. Nic szczególnego, spokojne miłe miejsce, ktoś mógłby powiedzieć, że nudne. Umieszczenie Radwanic w tytule własnej książki to zagranie zupełnie niekomercyjne. Być może tak jak i pisanie o bohaterach, którzy nie kradną wielkich pieniędzy, nie podejmują ważnych decyzji politycznych, nie doświadczają ekstremalnych przeżyć.
Ale Antczak nie zapomniał i o znanych. Stąd historia Macieja Zielińskiego (jednego z najlepszych polskich koszykarzy) i chrząszcza ryjkowca "pomphus zielinski", który otrzymał imię na cześć zasłużonego kapitana wrocławskiej drużyny. Albo ekstatyczny i humorystyczny zapis wizyty Michaela Jacksona (u szczytu sławy) w klasztornym kompleksie cystersów w Lubiążu. I jeszcze: Bogusław Linda (nie trzeba tłumaczyć kto zacz) i zakochana w nim nauczycielka polskiego oraz Andrzej Jaroszewicz (słynny "czerwony książę", syn PRL-owskiego premiera) bijący rekord świata w jeździe polskim fiatem. Jest i więcej znanych nazwisk.
To gdzie jest ta intymność w takim razie? Tu dochodzimy do sekretu Jacka Antczaka. Okazuje się, że nawet ci najbardziej słynni ludzie (a czasem wydarzenia, jak atak na wieże WTC w Nowym Jorku) stanowią tylko tło, albo punkt wyjścia do historii - jak to się określa - zwykłych ludzi. A takie zwykłe opowieści najtrudniej się pisze, bo jak utrzymać zainteresowanie czytelnika rozpuszczonego obcowaniem w mediach z osobowościami niezwykłymi albo historiami wprost fantastycznymi? Czy Antczakowi udała się ta sztuka? Z całą pewnością W Radwanicach? ma kilka takich mocnych punktów. I nie chodzi tylko o reportaże nagrodzone w ogólnopolskich konkursach. Ujmuje sposób, w jaki Jacek Antczak przedstawia choćby bohatera reportażu "Erotyczne kursy pana Jana", trzeba przyznać, że bohatera dość obleśnego. Otóż wiekowy wrocławski taksówkarz wydał książkę, w której bez skrępowania opowiada jak uwodził kolejne pasażerki i jak fotografował z ukrycia wspólne figle! Uczynek skandaliczny, nie dość, że seks opisał językiem odartym z romantyzmu, to jeszcze jego zachowanie przypomina działania szantażysty, albo oficera służb wiadomych. Bo pan Jan to postać z mrocznej przeszłości Polski i Antczak, bez zbędnego moralizatorstwa i stawiania kropki nad i pokazuje tą dwuznaczną moralność swojego bohatera. Dzięki temu tekst jest lekki, miejscami zabawny, chciałoby się powiedzieć nawet z czarem retro, a jednocześnie czuć w nim zagrożenie przed takimi panami Janami.
Jest jeszcze inny walor, jaki ma w sobie zbiór reportaży Jacka Antczaka - Wrocław i Dolny Śląsk. W końcu są to opowieści o mieście i o tym właśnie regionie zachodniej Polski. W Radwanicach to taka cegiełka dołożona do budowy tożsamości stolicy Dolnego Śląska. Tożsamości codziennej, nie konstruowanej przez historyków, czy publicystów, tylko właśnie przez tych Zwykłych Ludzi. Jednocześnie historie spisane przez reportera Słowa Polskiego Gazety Wrocławskiej są na tyle uniwersalne, że nie skazują się na niszowość regionalną.
Większość reportaży pochodzi z lat 1997-2002, które ukazywały się na łamach regionalnego dziennika Słowo Polskie. To z tym tytułem Jacek Antczak przez całe lata był związany (obecnie po fuzji trzech tytułów: Słowa Polskiego, Wieczoru Wrocławia i Gazety Wrocławskiej - powstał jeden dziennik "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska", wydawany przez niemieckiego Passauera).
W W Radwanicach nie ma materiałów obszernych, właśnie ze względu na to, że były to publikacje prasowe i objętość gazety determinowała autora. Czasem szkoda, bo niektóre reportaże aż chciałoby się czytać dłużej i więcej. Ale z drugiej strony najlepsza uczta to ta, kiedy od stołu odchodzimy z lekkim niedosytem.
Jacek Antczak ma 34 lata, pracuje dla SPGW, ma żonę Riwanę i córkę Sarę. Urodził się w Kaliszu, jest absolwentem kulturoznawstwa (o jubileuszu 30-lecia kierunku Jacek napisał reportaż jest w zbiorze w którym udało mu się ominąć pułapkę wiekowych wspominek, a do tego wyjaśnić, na czym polega specyficzna teoria kultury obowiązująca na wrocławskim kulturoznawstwie, rzecz godna nagrody, o czym wie każdy absolwent tego kierunku) i związał się z pozytywnym skutkiem z Wrocławiem.
|