| Wywiad #3: Trzepak, reporterka i sprawy ostateczne |
|
|
| 15.01.2008. | |
|
Z Jackiem Antczakiem rozmawia Grzegorz Chojnowski (Polskie Radio Wrocław) Grzegorz Chojnowski: Na okładce „Reporterki” Hanna Krall oparta jest o balustradę, a w tle widać zwykły mur z cegły. Czy to zdjęcie powstało w jakichś szczególnych okolicznościach, czy nie? Jacek Antczak: To nie jest balustrada, to jest trzepak. Wykorzystanie tej fotografii zasugerowała sama bohaterka książki. Zastanawialiśmy się nad wieloma innymi, ale tak się do niego przyzwyczailiśmy, że gdy zastanawialiśmy się, które byłoby najbardziej odpowiednie na okładkę opowieści o reporterce, posługiwaliśmy się skrótem: „To co? Bierzemy z trzepakiem, czy szukamy jeszcze?”. Trzepak z warszawskiego podwórka, to jedno, a kurtka pani Hani, którą za reporterska uważa Mariusz Szczygieł to drugie. Tak, zdjęcie jest odpowiednie dla treści tej książki. Zdecydowanie. Oddaje zarówno niezwykłą osobowość Hanny Krall, jak i jej twórczość, oszczędną w formie. A jaka jest Hanna Krall prywatnie? Pije kawę, herbatę, czy whisky? Ma w domu dywan czy panele? Jacek Antczak: (śmiech) No, wiedziałem, że będę musiał odpowiadać na takie pytania. Przepraszam słuchaczy, że zbyt dużo nie ujawnię z życia prywatnego Hanny Krall – taką mamy niepisaną umowę. Mogę jednak powiedzieć, że jest niesamowita! I że spotkania się z reporterką przez duże „R” to bardzo trudne zadanie… dla reportera. Powiem szczerze, że na początku naszych rozmów byłem speszony, ponieważ czułem, że naprzeciwko mnie siedzi osoba, która patrzy na mnie przenikliwym wzrokiem i prawdopodobnie wie, co w danej chwili myślę. To nie żart, tak jest - przez czterdziestoletnie doświadczenie reporterki, na dodatek genialnej. To dawało znać o sobie. Dla ciekawskich - Hanna Krall, mieszka na Ursynowie, w zwyczajnym bloku. Na ostatnim piętrze. Na ścianie dużego pokoju wisi m.in. obraz Franciszka Maśluszczaka, ten który jest na okładce pierwszego polskiego wydania „Sublokatorki”. Pytam o te szczegóły, bo zastanawiam się, czy to ważne pytania dla reportera. - Trzeba pytać o widok z okna — tak brzmi jeden z tytułów rozdziałów w książce. Prowadząc rozmowę Hanna notowałaby te drobiazgi i szczegóły, które znajdują się w tle, za jej rozmówcą. Na pewno zwracałaby na takie rzeczy uwagę. Tak, to ważne pytania, szczegół jest istotny dla reportera. Kilka lat temu, kiedy zacząłeś pracę nad książką, miałeś pierwszy kontakt z Hanną Krall? - Nie poznałem jej wcześniej osobiście, aczkolwiek poprzez, jeśli tak można powiedzieć, moją recepcję jej twórczości, już dawno się znałem. Od zawsze byłem pod wrażeniem tego co i „jak” pisze Hanny Krall, znałem wszystkie jej reportaże. Nigdy nie powiem, że się wzorowałem, to złe słowo, ale była z pewnością była moją mistrzynią. Chodzi zarówno o te reportaże, które pisała w „Polityce”, w latach siedemdziesiątych, jak i późniejszych książki, poświęconych sprawą najważniejszym. Choć nie chodzi Zagładę. Hanna Krall mówi zresztą w „Reporterce”, że ona nie pisze o Żydach, o Holokauście, ona pisze o ludziach. O matkach i żonach, o miłości i nienawiści, o strachu, tchórzostwie lub odwadze. O sprawach do dziś niepojętych. „Reporterka” powstawała kilka lat. Był jakiś impuls do jej rozpoczęcia, a potem do zakończenia? Impulsem był najzwyklejszy na świecie. Studiowałem polonistykę, dla przyjemności — to był mój drugi fakultet po kulturoznawstwie. I trzeba było wybrać jakiś temat na pracę magisterską, byłem na seminarium, gdzie pisało się prace biograficzne. Pomyślałem sobie, że mam wiele materiałów i może by połączyć przyjemne z pożytecznym. Pracy nie skończyłem – z wielu powodów. Jednak był to impuls i wiele lat później momencie, kiedy przypadkiem okazało się, że w Laboratorium Reportażu Uniwersytetu Warszawskiego trwają prace nad opisaniem Ryszarda Kapuścińskiego, Krzysztofa Kąkolewskiego i Hanny Krall i zaproponowano mi współpracę, pomyślałem, że warto a, wykorzystać te wszystkie zebrane materiały wyszperane z archiwów i bibliotek i gromadzone przez lata – bo mi już to weszło w krew – teksty o Hannie Kral. Wywiady ułożone są tematycznie w osobne rozdziały, ale złożone z pytań i odpowiedzi z wielu rozmów, które przeprowadzili różni dziennikarze. Jak w praktyce układa się taką książkę? To bardzo trudne, szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że aż tak. Bo reporterka to książka, którą opracowałem, zresztą przy pomocy mojej bohaterki i setki dziennikarzy, którzy przez 30 lat mieli tą odwagę, by spotkać się z panią Hanią i z nią porozmawiać. „Reporterka” to wywiad, którego nie było, ale jednocześnie nie ma ani słowa, którego moja bohaterka nie wypowiedziała. Ale są tam również Twoje pytania? Są, ale swoje rozmowy potraktowałem sprawiedliwie. Tak jak w przypadku innych wywiadów, wziąłem z nich tylko tyle by uzupełnić, dopowiedzieć, dodać to, czego nie było w poprzednich rozmowach. Cała książka powstawała, tak jak jest napisane we wstępie, z pomocą nożyczek, kartek A4 i kleju. Po prostu zgromadziłem te wszystkie wywiady prasowe, spisałem także wywiady radiowe, telewizyjne, internetowe, oraz wypowiedzi z różnych tekstów, a potem próbowałem to poukładać — na początku z przyjaciółmi w Laboratorium Reportażu, potem już sam, a pod koniec konsultując się jeszcze z panią Hanną. Myślę, że benedyktyni też tak pracowali. Dlatego książka ma 168 stron, a powstawała przez blisko 4 lata. Wyjąłeś mi z ust kolejne pytanie: taki collage to forma dość służebna, więc prowadziła Cię do tej formy skromność czy lenistwo? Często spotykam się z pytaniem: „Jacek, a dlaczego nie porozmawiałeś z panią Hanną Krall, nie zrobiłeś wywiadu-rzeki?”. Myślę, że byłoby to niemożliwe z kilku powodów. Na przykład Hanna Krall w wywiadach sprzed piętnastu czy trzydziestu lat opowiedziała wspaniałe historie o swoich bohaterach. Nie miałbym sumienia pytać ją o to samo. Owszem, mogłem poprosić: „Pani Hanno, niech mi pani opowie tą samą historię, którą opowiedziała pani dziennikarzowi piętnaście lat temu”, albo „Niech mi pani odpowie na pytanie, na które odpowiadała pani już osiemnaście razy”. Czy to byłoby uczciwe? Poza tym myślę, że forma „Reporterki”, być może więcej mówi prawdy o Hannie Krall, niż klasyczny wywiad-rzeka. Może się mylę, ale przekonam się o tym dopiero, gdy przeczytam taka książkę A czy praca nad książką zmieniła obraz Hanny Krall, jaki miałeś przed? Myślę, że nie. Może tylko go dopełniła. Poznałem Hannę Krall, miałem przyjemność, nie, miałem szczęście, współpracować z nią przy tej książce i na dodatek wiem, że ona się cieszy „Reporterką”. Że podoba się jej efekt tej naszej współpracy. Choć na początku nie miała przekonania do tego pomysłu. Swojego czasu, to się zaczęło dawno lat temu, a miało swoją kulminację dzięki Krall i Kapuścińskiemu, reportaż zaczął odchodzić od dziennikarstwa, a przechodził na stronę literatury. Gazetowy reportaż i taki, który pisze na przykład Hanna Krall, to właściwie są dzisiaj różne gatunki. Był też kiedyś taki podział na reportera i reportażystę. I Kapuściński, i Krall nie lubią tego drugiego określenia: „reportażysta”. A Ty? Bo to słowo w ogóle źle brzmi: „reportażysta”. „Reporter” jest świetnym słowem i myślę, że kwintesencja tego, co oznacza, jest zawarta właśnie w tej książce. Co mówi Hanna Krall? W motcie, fragmencie, który wybiliśmy na okładce (zabawne, że to jest pytanie z internetu - raz w życiu Hanna Krall wzięła udział w czacie internetowym) — ktoś ją pyta: „Powiedzmy, że pani nie znam, niech pani sprecyzuje siebie w trzech zdaniach”. „Dlaczego w trzech? W jednym. Jestem reporterką”. „Dlaczego się pani broni przed określeniem «pisarka»?”. Tu odpowiada, że reporter opisuje świat, a pisarz go stwarza. Zapisywanie świata to chyba jednak coś ważniejszego. Może dla Hanny Krall to w ogóle jest najważniejsze. Z drugiej strony dziwne jest to gatunkowe oddzielanie od „literatury” od „reportażu”. Ale Krall nie czuje się pisarką? Tak, bo pisarze tworzą fikcję, a życie jest przecież bogatsze, ciekawsze, no i często przydarzają się w nim sytuacje, których nie ma w żadnych powieściach. Książka nazywa się „Reporterka”. Czy kobiecość, czy płeć, ma tu coś do rzeczy? Było takie pytanie do Hanny Krall w jednej pierwszych z wersji książki. Nawet cały fragment o różnicach w pisaniu „męskim”, a „kobiecym”. „Reporterka” miała z dziesięć wersji i po trochu, pod koniec zgodnie z sugestiami Hanny Krall i moimi przemyśleniami, ta książka się zmniejszała, zmniejszała, żeby stać się naprawdę kwintesencją opowieści o Hannie Krall, nieprzegadaną, gdzie nie ma rzeczy nieistotnych. A to właśnie była spawa niezbyt ważna. Bo nie ma to szczególnego znaczenia, czy pisze coś kobieta, czy mężczyzna-reporter. W jednym z wywiadów, bodajże dwadzieścia czy dwadzieścia pięć lat temu, Hanna Krall wspomniała: „No, może jest taka różnica, że reporterka rzadko, albo w ogóle nie pije wódki ze swoimi bohaterami”. Najważniejsze cechy dobrego reportera to według Hanny Krall, słuch i ciekawość świata, ale cechą tego zawodu jest też samotność. Małgorzata Szejnert, która zadała pytanie o samotność reportera, miała pewnie na myśli skazanie, wyrok, coś nieprzyjemnego. Z książki „Reporterka” Hanna Krall jednak wyłania się jako osoba lubiąca ten swój wyrok. Ale zapewne miała jakieś dylematy. Samotność to jest rzeczywiście cecha reportera, ale w sensie, o którym mówi Hanna Krall: samotność w wyborze tematu, bohatera, samotność w zmaganiu się z tematem, ujęciu go w formę, samotność z tymi kartkami pełnymi notatek. Zdań czasem przerażających/ Przecież Hanna Krall pisze o sprawach tragicznych, o sytuacjach dla nas niewyobrażalnych, często nielogicznych. Ale prawdziwych. I samotnie podejmuje decyzje – czy i jak powinny być opisane. Sprawy ostateczne… JA: …tak, ostateczne. I reporter musi się z tym, jak je opisać sam zmierzyć. Nie pomoże mu przecież żadna redakcja, żadni przyjaciele. On to ma w sobie, w swojej głowie, w swoich myślach. To moim zdaniem dotyczy zresztą wszystkich reporterów, piszących o przeróżnych ludziach, o innych tematach również. To chyba jest uczciwe, bo potem czytelnik sam czyta tę książkę i też mierzy się z tą swoją samotnością. Hanna Krall udzielała kiedyś wywiadu radiowego (w programie „Kilka Ważnych Pytań”), o książce „Król kier znów na wylocie”. W pewnym momencie dziennikarz mówi: „Ale przecież to są takie porażające sprawy! Byłem tak przybity, że musiałem odkładać tę książkę. Nie mogłem jej czytać. Tak mnie to poruszyło”. Na to Hanna Krall powiedziała: „Nie może mi być pana żal. Ci ludzie dali radę to przeżyć, ja dałam radę opisać, to pan da radę przeczytać”. Na tym polega fenomen Hanny Krall: nie żałuje czytelników, bo właściwie dlaczego. Daje im dawkę niesamowitych historii. Smutnych to prawda, ale jak twierdzi, nie jest specjalistką od radości. A w mojej książce mówi, w jaki sposób to się dzieje, w jaki sposób te książki powstają, ja bohaterowie do niej docierają, jak ona wybiera temat i co sądzi o swoich bohaterach. Opowiada o swoim warsztacie, ale w taki sposób jak nikt inny. Nie ogólnie, bardzo szczegółowo, z przykładami. Sam jesteś również świetnym reporterem. Czy widzisz jakieś podobieństwa albo różnice między Jackiem Antczakiem a Hanną Krall? W innym kontekście na pytanie o własne dziennikarskie doświadczenia bym z pewnością odpowiedział, ale w momencie gdy przede mną leży książka pt. „Reporterka” naciąganie na jakiekolwiek porównania z Hanną Krall, nie mają sensu. Pozostanę milczący. Choć jedno podobieństwo istnieje - też jestem reporterem. Która z historii Hanny Krall jest ci najbliższa? Trudne pytanie. Myślę, że ostatnia książka „Król kier znów na wylocie”. jest znakomita. Zdziwiłbym się, gdyby jurorzy największej literackiej nagrody w Polsce, czyli nagrody Nike, jej nie docenili. Bardzo bym się zdziwił i miałbym bardzo duże pretensje. Jest jeszcze nagroda Angelusa. Tak, jak nie dostanie Nike, to dostanie Angelusa. No i genialna i na zawsze uniwersalna jest książka „Zdążyć przed Panem Bogiem” — rozmowa, reportaż, opowieść o wywiadzie z Markiem Edelmanem. Książki dotąd nikt nie sklasyfikował gatunkowo i chyba nigdy już nie da się jej włożyć do żadnej szufladki. Z jednej strony to dobrze, że ta książka jest lekturą szkolną, ale z drugiej strony bycie lekturą… …może szkodzić po prostu. Tak, trochę może przeszkadzać książce. To twoja druga książka. Najpierw ukazał się zbiór twoich reportaży „W Radwanicach najlepiej idą romanse”, teraz „Reporterka”. Masz pomysł na następną książkę? Mam, ale daj mi się, Grzegorzu, nacieszyć „Reporterką” Wywiad z Jackiem Antczakiem nt. książki „Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall” przeprowadzony 18 marca 2007 roku przez Grzegorza Chojnowskiego w studiu Polskiego Radia Wrocław |




