Reporterka i Wielki Scenarzysta - Andrzej Górny
09.01.2008.
Jacek Antczak, redakcyjny kolega siedzący o 2 metry ode mnie w tym samym boksie, wybrał, skomponował, uzupełnił i zdokumentował fragmenty przeprowadzonych przez kilkudziesięciu autorów rozmów z Hanną Krall. Powstała z tego "Reporterka". Zajęło mu to 4 lata, ale wreszcie książka trafiła do księgarń.

Nie wypada tego faktu przemilczeć, a nawet gdyby wypadało, to cicho nie usiedzę. Sa wprawdzie godniejsi ode mnie, by o tym napisać, ale trudno, kto pierwszy ten lepszy. Tylko co ja wiem o reportażu? Sam wprawdzie popełniłem ich kilka ale było to tak dawno, że nie bardzo pamiętam czy to prawda. Obowiązywały wtedy definicje:
Reportaż - sprawozdanie publicystyczne oparte na zebranych bezpośrednio i autentycznych materiałach (podróż, wywiady).
Reportaż zbeletryzowany - odmiana z pogranicza publicystyki i literatury, sprawozdanie, w którym prócz elementów autentycznych występować mogą fikcyjne, wzbogacone często refleksjami i dygresjami, przy użyciu artystycznych środków językowych.

(St. Sierotwiński "Słownik terminów literackich", wyd. Ossolineum).

"Reportaż jest stary jak mowa ludzka", rzecze Wańkowicz. Począł się już, kiedy pierwszy troglodyta przyniósł wiadomość o pasących się na łące ichtiozaurach." Tu mistrz (dla poprzednich pokoleń czytelniczych) nieco przekoloryzował, bo ichtiozaury (rybojaszczury podobne rekinom) nie pasały się na łąkach a od troglodytów dzieliły je miliony lat. Ale co do zasady - zgoda, zastąpmy tylko ichtiozaury np. mamutami.

Dalej w poczet reporterów p. Melchior zalicza Homera (typowy dla gatunku opis pojedynku Achillesa z Hektorem pod Troją), Galla Anonima, Długosza, Paska, Dickensa, Dafoe, Londona... zresztą jest ich legion.

Mimo sławnych a nawet wiekopomnych nazwisk autorów, reportaż nie u wszystkich cieszył się szacunkiem. Józef Czechowicz pisał w 1937 r.: "Reportaż jest to rodzaj literacki bardzo niskiego gatunku. Kto wie czy w ogóle jest to rodzaj literacki. Służy celom doraźnym, przeczy zasadzie fantazjotwórstwa."

Uznany już reportażysta Egon Erwin Kisch w berlińskiej kawiarni nie śmiał się przysiąść do stolika literatów, gdzie traktowano go z pogardą.

Nieraz reportaż zaprzęgano w służbę różnych idei.
Ignacy Fik: "Reportaż w pierwszych latach II Rzeczypospolitej uważano za odkrycie mające zadać śmiertelny cios literaturze burżuazyjnej , a stanowić alfę i omegę przyszłej literatury proletariatu."

Mimo wszystko reporterzy robi swoje.
Steinbeck: "Jestem niepoprwny podpatrywacz. Nie zdarzyło mi się minąć odsłoniętego okna bez zajrzenia do środka. Podsłuchuję rozmowy nie dla mnie przeznaczone."

Kisch: "Najbardziej gwałtowna z moich cech to ciekawość. Przygodnie spotkanych ludzi zasypuję najbardziej osobistymi pytaniami. Żaden napis tak mnie nie przyciąga, jak ten, że wejście jest wzbronione."

Kraszewski: "Rozmowa jest gimnastyką umysłu. Ludzie z którymi nie byłoby o czym mówić - są rzadcy. Poszukać, a od każdego czegoś się nauczysz."

I, ponad sto lat po Kraszewskim, Hanna Krall:
- Jak byłam młoda, szukałam bohaterów, dzięki którym mogłam napisać ciekawy reportaż. Ostatnio zauważyłam, że szukam bohaterów, dzięki którym mogę stać się nieco mądrzejsza.

Koło zatoczone. Wygląda na to, że reporter to stwór ponadczasowy; w każdej epoce zawód ten przyciąga ludzi o podobnych cechach, temperamentach, podobnych przemyśleniach. Ale przecież nie identycznych.

Lesław Bartelski: "Jest tyle gatunków reportażu, ilu reportażystów."

Jak w "Reporterce" widzą Hannę Krall koledzy po fachu?
Mariuszowi Szczygłowi udzieliła wielu rad, ale przytoczę tu jedną: - Reporter ma rozumieć. Nie usprawiedliwiać, nie bronić, nie oskarżać, nie osądzać - ale rozumieć.

Kazimierz Dziewanowski: -Jeśli chcesz wiedzieć coś o Polsce; o Żydach w Polsce, o Polsce w Żydach, o Polakach(...) o tym jacy tu potrafią być ludzie, jak kradną, piją, donoszą, a także jacy bywają wzniośli, niepowtarzalni i święci - powinieneś przeczytać książkę napisaną przez największą czarownicę polskiego reportażu.

Sama o sobie:

- Gdybym nie wierzyła w Wielkiego Scenarzystę przedtem, zanim zaczęłam pisać, to uwierzyłabym dzięki losom, które poznaję. Są tak kunsztownie prowadzone, tak kunsztownie się łączą... Miewam uczucie, jakby kiedyś istniał pełny obraz, na którym było wszystko. Później się rozproszył. Od czasu do czasu znajduję cząsteczki, które do siebie pasują. "Reporterka" to właściwie wywiad - rzeka. Gdyby nie stosowne oznaczenia, nikt by nie podejrzewał, że łączące się w logiczny ciąg, następujące po sobie pytania i odpowiedzi są wyjęte z różnych tekstów coraz innych autorów.

Jacek Antczak bardzo to zgrabnie dobrał i pozszywał, co wymagało iście mrówczej pracy (4 lata, jak się rzekło). Trudno mu się dziwić, skoro swoją bohaterkę podziwia, a ponadto sam jest reporterem o znaczącym dorobku, kilkakrotnie zań nagradzanym. Trzy lata temu ukazał się zbiór jego tekstów pt. "W Radwanicach najlepiej idą romanse". Teraz Jacek patronuje w "Słowie Polskim" reportażowi, zachęca do tego gatunku młodszych kolegów. Może wychowa następców Krallówny albo Kapuścińskiego?

Okładka i projekt graficzny książki to dzieło także koleżanki ze "Słowa" Magdy Wosik. Dla mnie rewelacja i nie piszę tego po znajomości; osądźcie sami.

Bohaterce publikacji określenie "czarownica reportażu" jakby nie bardzo przypadło do gustu. Ale przecież czarodziejka brzmi zbyt słodko, cukierkowato, disneyowsko... Nie, czarownica jest w sam raz, kojarzy się z temperamentem, energią, akcją - czy to nie pożądane cechy reporterskiego powołania? Szkoda, że podobne czarownice to dziś białe kruki, żal, że wypierają je macherzy od kuglarskich sztuczek...

Andrzej Górny, "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska", skrócona wersja tej recenzji ukazała się w marcu 2007 jako felietonu z cyklu "Z polskiego na nasze".

Zmieniony ( 30.01.2008. )