Nie zabili i nie uciekł, czyli jest lepiej niż gorzej - Andrzej Łapieński
09.01.2008.

Nie popisuje się erudycją, a jego bohaterowie mówią takim językiem, jakim posługują się na co dzień. I co najważniejsze - są po prostu dobrzy, a przynajmniej nie można się w nich dopatrzyć zła. Stąd moje podejrzenie, że Jacek Antczak jest człowiekiem życzliwym swoim bliźnim.

 

W czasach, kiedy autora zbioru reportaży "W Radwanicach najlepiej idą romanse" nie było na świecie, a był niezbyt rozgarnięty towarzysz Wiesław, usłyszałem nieco polityczną, ale dowcipną definicję uśmiechu. Otóż uśmiech (w odróżnieniu od śmiechu, który stanowi kategorię raczej akustyczną) może być: ironiczeskij, sardoniczeskij i internacjonalnyj. Dwa pierwsze różnią się od siebie jedynie stopniem niechęci, wywodzącej się wprost z poczucia wyższości nad domniemanym durniem i prostakiem, a skrywanej za maską tzw. dobrego wychowania, ten trzeci zaś wyraża życzliwość dla czegoś czy kogoś sympatycznego i autentycznego, budzącego nie tylko emocje, ale i poważne refleksje. Tak więc internacjonalny, łączy się z sierioznym, tworząc razem po prostu normalność.

Jacek Antczak, tworząc swoje reportaże, chyba miał właśnie taki uśmiech. Jeśli nie na twarzy, to gdzieś w środku - duszy, sercu, głowie, z pewnością nie na wątrobie i śledzionie, bo tam mają siedlisko uśmiechy zawistników i głupców.(...)

Jego reportaże są krótkie, skrojone oszczędnie i wydawałoby się - z pośledniejszego materiału. Nie pisze o mafii, politykach i korupcji, aferach w sporcie i służbie zdrowia, przekrętach w paliwach, przekupnych urzędnikach, głupich policjantach, dyspozycyjnych sędziach i prokuratorach, nie wyrusza na wojny, nawet nie wyjeżdża w odległe krainy w poszukiwaniu śladów polskości, tropiąc w książkach telefonicznych nazwiska kończące się na -ski. Unika tematów pitawalowych - zabójstw, morderstw, patologii skrajnej i niezrozumiałej, których opisy wprawiają w osłupienie czytelników. W jego tekstach nikt nie zabija i nikt nie ucieka, a obszar, po którym się porusza, to najczęściej banalne wydarzenia czy sprawy zwykłych ludzi, dziejące się we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Nie popisuje się erudycją, która zwykle towarzyszy nieskromności, a jego bohaterowie mówią takim językiem, jakim posługują się na co dzień. I co najważniejsze - są po prostu dobrzy, a przynajmniej nie można się w nich dopatrzyć zła. Stąd moje podejrzenie, że Jacek Antczak jest człowiekiem życzliwym swoim bliźnim.

Andrzej Łapieński, Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej

Zmieniony ( 21.01.2008. )